Zaczynasz pracę nad nowym projektem, ale nie masz pomysłu na design lub funkcjonalne rozwiązanie. Co robisz? Otwierasz Pinteresta i przez kilka godzin szukasz inspiracji? Przeczytaj ten tekst, zanim ugrzęźniesz w ruchomych piaskach niekończących się layoutów, wizualizacji i mockupów, zabijając swoją kreatywność.

Paradoks kreatywności

Każdy z nas – w mniejszym lub większym stopniu – szuka inspiracji w pracach innych osób – to oczywiste. Zarówno te poszukiwania, jak i twórcze blokady wpisują się w specyfikę pracy na stanowiskach kreatywnych, bez względu na to, czy zajmujemy się grafiką, interfejsami czy UXem.

Paradoks kreatywności lub raczej zjawiska „szukania inspiracji” polega jednak na tym, że jej poziom spada wprost proporcjonalnie do czasu spędzonego na przeglądaniu Pinteresta albo innego źródła natchnienia. Po prostu – im więcej oglądasz, tym mniej oryginalne i użyteczne stają się twoje pomysły, nie jest to magiczny sposób rodem z baśni.

Dawno, dawno temu...

Za siedmioma biurowcami i siedmioma firmami był sobie Klient, który marzył o nowej stronie. Witryna miała stać się jego „wizytówką” w wielkim świecie biznesu, przyciągać kandydatów do pracy, a także przedstawiać ofertę biznesową dla innych podmiotów.

Klient znalazł drużynę śmiałków, która mogła podjąć się zadania – prawdziwych speców, magów branży kreatywnej. Swoje wymagania Klient opisał zwięźle: ma być ładnie, nowocześnie. W pierwszym planie drużyna umieściła dużo animacji i ruchomych elementów; zautomatyzowała projekt z zewnętrznymi narzędziami do publikacji ofert; no i oczywiście zaproponowała CMS taki, żeby działy HR i Marketingu Klienta mogły od czasu do czasu aktualizować stronę.

Pomysł godny podziwu – Klient nie szczędził pochwał. Drużyna zaprała się do pracy. Wyczarowała świetne animacje, zdobyła w bojach niesamowite wizualizacje i porównania. Powstał moodboard i layout’y, które można było z dumą prezentować.

Nad krainę siedmiu wieżowców nadciągnął jednak cień rzeczywistości. Połowa wymagań odpadła w pożarze wstępnego etapu prac. Zmyślne animacje nie sprawdzały się na wersji mobilnej strony (brak hoverów). Ogromne zdjęcia i animowana galeria znacznie wydłużały czas jej ładowania. Kontenerom na treść, gdzie w wizualizacji drużyna umieściła zaklęcia Lorem ipsum, nadano limit znaków, ale Klient poprosił o jego zwiększenie. Chciał też wypunktowych list i „wcięć” rodem z Worda.

Minęło półtora roku. Po poprawkach całość nie wyglądała już tak bajkowo, tak baśniowo. Klient jest zadowolony, jednak drużyna czuje się pokonana. Czy ten idealny projekt był tylko snem?

Mockupy pozostają mockupami.

Życie to nie bajka, a zdecydowana większość projektów z Pinteresta to tylko mockupy lub wizualizacje – założenia, które w rzeczywistości nie miałyby racji bytu.

Jasne, da się tam znaleźć prawdziwe perełki. Inną kwestią jest jednak trudność ich implementacji. Dzieje się tak dlatego, że projekty te oparte są tylko na Lorem ipsum, świetnie dopasowanych zdjęciach i zmyśle estetycznym autora projektu. Paradoksalnie właśnie dlatego takie projekty pozostają jedynie wizualizacjami i szablonami, a nie wdrożonymi i działającymi produktami.

W rzeczywistości zachowanie spójności szablonu jest niemożliwe przede wszystkim ze względu na zróżnicowanie materiałów otrzymanych od klienta, ich niedoskonałość i inną specyfikację od tej wymaganej w szablonie.

Dlatego tak wiele problemów nastręcza bazowanie przy projektowaniu stron www i aplikacji na dummy content czyli tym, co zaprojektujemy, zanim jeszcze otrzymamy całość materiałów od klienta. Później okazuje się niestety, że zdjęcia nie są odpowiednio wyretuszowane, logotypy mają różne proporcje a gdzieś jest za dużo linijek tekstu. Kto nigdy odbił się od takiej ściany, jest wielkim szczęściarzem.

Jak nie przesadzić z inspiracją?

Przede wszystkim należy podchodzić z dystansem do benchmark’ów i wzorców projektowania. Wiele z nich prawdopodobnie nie sprawdzi się przy realnych treściach i materiałach które finalnie znajdą się w projekcie.

Jeżeli nie jesteśmy sobie w stanie poradzić z brakiem pomysłu, warto poszukać inspiracji w realnych produktach, które działają i mają realnych użytkowników.

Najlepszym rozwiązaniem będzie jednak odwrócenie całego procesu kreatywnego. Zacznijmy nie od benchmarków, a od analizy i próby zamakietowania realnej zawartości projektu. Na samym końcu możemy zastanowić się, czy nie dałoby się tego zrobić lepiej przy użyciu innych dostępnych projektów.